Obiekt dostępny dla niepełnosprawnych ruchowo Dostępny dla niepełnosprawnych wzrokowo Przewijak Kawiarnia fullscreen-icon fullscreen-close-icon Dostępny dla niepełnosprawnych słuchowo eye facebook facebookflickr flickr googleplus googleplusinstagraminstagram pinterest pinterest searchsearchtwitter twitterwifi Zakaz fotografowania youtube youtube wheelchair Listgridheart kir Alert Alert Alert Calendar Calendar Calendar Obracanie
Józef Czapski - prozaik

Józef Czapski - prozaik

Powiększenie tekstu PRINT

Józef Czapski - prozaik

Adam Zagajewski

Adam Zagajewski i Józef Czapski, fot. materiały archiwalneMamy kłopot z Józefem Czapskim – nasz świat zaludniony przez specjalistów, świat, gdzie przymiotnik “interdyscyplinarny” (niezbyt to piękne słowo) może brzmieć już tylko ironicznie lub utopijnie, nie bardzo potrafi sobie poradzić z postacią wybitnego bardzo artysty, malarza i znawcy sztuki, który był też uczestnikiem i świadkiem tragicznych wydarzeń, żołnierzem, kronikarzem, redaktorem, podróżnikiem mimo woli, patriotą i kosmopolitą równocześnie. Był także znakomitym pisarzem, autorem prozy która nie ustępuje najlepszym stronicom Białoszewskiego czy Iwaszkiewicza.

Virginia Woolf napisała kiedyś, że dobra książka o pisarzu czy artyście powinna wziąć pod uwagę dwa wymiary biografii: życie, empiryczne i bezlitosne, oraz unoszące się nad nim marzenie, wyobraźnię, czyli “granit i tęczę”. Marzenie i wyobraźnia umykają często rzeczowym historykom – jak je zobaczyć? Nie potrafiłbym napisać biografii Czapskiego (i w ogóle żadnej biografii), ale nawet krótki szkic nie powinien ignorować tych dwu stron jego losu, jego temperamentu. Mało kto tak doskonale odpowiada kategoriom zaproponowanym przez autorkę “Pani Dalloway” jak Józef Czapski. To on przecież w ponurym obozie jenieckim w Griazowcu wracał myślami do dzieła Marcela Prousta, do Faubourg St. Germain, do nieznośnej pani Verdurin, do Guermantów z ich magią i ich snobizmem, do Bergotte’a – do rzeczy nieistniejących, zrodzonych w wyobraźni neurotycznego geniusza chroniącego się za ścianą z korka przed zgiełkiem paryskiej codzienności.  To jest właśnie granit i tęcza, skała sowieckiego okrucieństwa, a po drugiej stronie ten wysoki szczupły, niezwykle utalentowany marzyciel, który w dodatku nie chował pięknych fantazji dla siebie, jakby to mógł uczynić jakiś inny oczytany introwertyk, przerażony grozą sytuacji, tylko systematycznie dzielił się nimi ze współtowarzyszami niedoli. Te wykłady – uporządkowane i spisane – zachwycą jeszcze francuskiego czytelnika pierwszych lat XXI. stulecia!

Ale niezwykłość Czapskiego polega także na tym, że nie gardził  i“granitem”, nie schronił się w stronicach Prousta; czuł, że powinien spłacić dług wobec ludzi, których spotkał, wobec koszmaru Katynia (zbrodni jeszcze wtedy otoczonej najgłębszą tajemnicą) , wobec kolegów oficerów. Dlatego napisał “Na nieludzkiej ziemi”, traktat o bezsilności człowieka dobrej woli wobec gigantycznej organizacji zbrodniczego państwa. Jest to wielka opowieść, książka, która jest portretem zła i równocześnie poszukiwaniem śladów człowieczeństwa – licznych – na sowieckiej pustyni. I tak musimy rozumieć Józefa Czapskiego, w podwójności jego  widzenia, w rozdarciu między niekończącymi się opisami konwersacji w salonie pani Verdurin, płótnami Cézanne’a, wierszami Norwida i  Hofmannsthala, spotkaniami z dobrymi ludźmi, i, na drugim brzegu, grozą ludobójstwa połowy XX wieku.

Granit to poniekąd także, później, już w bezpiecznym, podparyskim Maisons-Laffitte, artykuły nie stroniące od aktualności, zawsze odważne, uczciwe, pewnie często pisane na zamówienie czy z poduszczenia Jerzego Giedroycia.  A przy tym Józef Czapski jest jednym z  nielicznych polskich autorów, którzy nie musieli się wstydzić ani jednego słowa napisanego w trudnym okresie, na przełomie lat 40. i 50. Obok tego tęcza szkiców o sztuce, o poezji, o literaturze i wreszcie tęcza tęczy, dziennik, najgłębiej osobisty, krążący wokół ukochanych przez artystę postaci (Simone Weil, Cézanne, Bonnard, Norwid), spierający się z nimi, komentujący ich dzieło, ich wypowiedzi. W dzienniku objawia się inny Czapski – chciałoby się powiedzieć: prawdziwy Czapski.  Ale przecież i autor “Na nieludzkiej ziemi” jest prawdziwy.

Kontynuując przeglądanie tej strony, akceptujesz pliki cookies. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w naszej Polityce prywatności
Akceptuję