Obiekt dostępny dla niepełnosprawnych ruchowo Dostępny dla niepełnosprawnych wzrokowo Przewijak Kawiarnia fullscreen-icon fullscreen-close-icon Dostępny dla niepełnosprawnych słuchowo eye facebook facebookflickr flickr googleplus googleplusinstagraminstagram pinterest pinterest searchsearchtwitter twitterwifi Zakaz fotografowania youtube youtube wheelchair Listgridheart kir Alert Alert Alert Calendar Calendar Calendar Obracanie
Józef Czapski - prozaik

Józef Czapski - prozaik

Powiększenie tekstu PRINT

Józef Czapski - prozaik


W dzienniku (wciąż czekamy na pełniejsze jego wydanie, na razie mamy “Wyrwane stronice” tylko) to już nie żołnierz, nie publicysta przemawia do nas, lecz artysta, esteta, erudyta, ale też człowiek, przeżywający troski i radości, i niestrudzony robotnik malarstwa. Robotnik, bo walczył o zapisanie swej wizji na płótnie nawet w gorszych dniach; godził się na piłowanie, czekał na błysk, jak mawiał, były to długie godziny i dni pracy i minuty olśniewających odkryć. Czapski w dzienniku to również sędzia swego życia,  surowy dla siebie, nigdy dla innych, ktoś, kto wyrzuca sobie różne zaniedbania i grzechy, na przykład coś, co nazywa grzechem lenistwa i kto niepokoi się odpływem sił życiowych, bo nie wie, nie może wiedzieć, jak długo dane mu będzie myśleć i pracować, nie potrafi odgadnąć przyznanego mu daru długowieczności. Leniwy? Nie dziwmy się – podobno nawet Piero della Francesca miał wśród swoich współczesnych opinię leniwego malarza! A Kenneth Clark pisał tak o innym kolosie, o Leonardzie da Vinci.

Adam ZagajewskiW dzienniku,  i w wielu  towarzyszących mu szkicach – głównie w “Oku”, książce, zawierającej piękne rozdziały pod wiele mówiącymi tytułami, “O wizji i kontemplacji”, “O przerwach w pracy”, “O skokach i locie”. “Lenistwo płodne”, ale i w wielu innych rozprawach -  znajdujemy też coś w rodzaju rozproszonego traktatu mistycznego. Dziennik bowiem widział Czapski jako gatunek mieszany, nieczysty, w którym opisowe sprawozdanie z wczorajszej rozmowy z przyjacielem sąsiadowało z  krótkim esejem o sztuce, z aforyzmami, własnymi i przepisanym z ukochanych autorów, i oczywiście z rysunkami, ze szkicami obrazów, z ołówkowymi portretami znajomych. To jest dziennik wspaniale ilustrowany.

Ale także, śladem Maine de Birana czy Amiela, których namiętnie czytał, do których wracał przez dziesięciolecia, pojmował dziennik (“journal intime”, jak mówią Francuzi) jako rodzaj notatnika mistycznego, poszukiwania innej rzeczywistości, wyższych stanów duchowych, uważności tak doskonałej że przechodzącej w modlitwę (jak z kolei za Malebranchem mówiła Simone Weil). Ta wyższa rzeczywistość jest niewykle krucha, trudna do uzyskania i trudna do utrzymania, znika całkowicie w licznych momentach zwątpienia czy w gorączce życia praktycznego, pragmatycznego (też przecież niezbędnego), ale to ona nadaje sens egzystencji, która tak łatwo rozpada się na setki niepołączonych z sobą fragmentów – jak stłuczone szkło okienne.

Dziennik zapisuje nieustającą nigdy walkę o skupienie – o możliwość skupienia, wśród zmartwień, trosk finansowych, rodzinnych i zdrowotnych, pośród setek zajęć i obowiązków emigracyjnego intelektualisty, lojalnego wobec kolegów z redakcji “Kultury” – dotyczy to zwłaszcza pierwszego okresu, bo potem był już Czapski coraz bardziej osamotniony w sporej willi w Maisons-Laffitte.
Kontynuując przeglądanie tej strony, akceptujesz pliki cookies. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w naszej Polityce prywatności
Akceptuję