Obiekt dostępny dla niepełnosprawnych ruchowo Dostępny dla niepełnosprawnych wzrokowo Przewijak Kawiarnia fullscreen-icon fullscreen-close-icon Dostępny dla niepełnosprawnych słuchowo eye facebook facebookflickr flickr googleplus googleplusinstagraminstagram pinterest pinterest searchsearchtwitter twitterwifi Zakaz fotografowania youtube youtube wheelchair Listgridheart kir Alert Alert Alert Calendar Calendar Calendar Obracanie
Józef Czapski - prozaik

Józef Czapski - prozaik

Powiększenie tekstu PRINT

Józef Czapski - prozaik


Notatnik miał rejestrować chwile upadków i momenty wzlotów, miał być i był jednak czymś znacznie więcej,  instrumentem uwagi, jej szkłem powiększającym, jej  narzędziem i kroniką, miał przywoływać uważność i utrwalać. I opłakiwać, kiedy chowała się gdzieś, na kilka dni, tygodni czy miesięcy, nie wiadomo gdzie, i zostawiała tylko niejasne wspomnienie o sobie oraz żal – i silną potrzebę powrotu do niej. To był wciąż powtarzający się scenariusz, znany i innym artystom: pojawienie się wizji, nastanie natchnionego momentu, potem nieuchronne rozpłynięcie się tej błogosławionej chwili i namiętne, częste bezowocne próby, by ją ponownie uchwycić. Zdarzało się także, że nadchodziły tygodnie  melancholii, w której żałoba po wygasłym entuzjazmie mieszała się z nieśmiałą, gasnącą nadzieją odrodzenia się twórczości, “czujności” wobec świata.

 W tym sensie dziennik Czapskiego stosuje się w znacznej mierze do klasycznych modeli dzienników pisarzy i artystów, notujących, często wieczorem, po całym dniu lepszej czy gorszej pracy, zwycięstwa i porażki w ciągłym polowaniu na chwilę jasności, w ciągłym przechodzeniu od rozpaczy do radości.

Model był klasyczny, lecz pamiętajmy, że twórczość Czapskiego ofiarowuje nam coś innego, coś zupełnie niezwykłego. Przecież w europejskiej tradycji na ogół mamy do czynienia z dość oczywistym podziałem na umysły w rodzaju wielkiego, nieprzekupnego Orwella, którego domeną była prawda życia zbiorowego, politycznego, historycznego, i na temperamenty czysto artystyczne, nie wzruszone brutalnością historii, okrucieństwem wojny czy prześladowań politycznych – Paul Valéry zodybył rozgłos poematem „La jeune Parque“, „Młoda Parka“, opublikowanym w r.1917 i całkowicie pozbawionym odniesień do współczesnych mu przerażających wydarzeń, Rilke odwracał swój wzrok od Verdun i innych pól bitewnych, stary Matisse nie zwracał uwagi na barbarzyństwo drugiej wojny światowej, nie miał na to czasu... A to byli artyści, pisarze, którzy interesowali Czapskiego w stopniu najwyższym – chociaż owszem, zastanawiał się nad tym, jak Matisse mógł nie przejąć się katastrofą wojny i Zagłady.

  A Czapski nie tylko próbował zrozumieć, czym było piekło XX wielu, lecz sam się w nim znalazł, na dnie tego piekła, i potem, gdy już wrócił do życia spokojnego i pracowitego, wcale nie chciał o tym zapomnieć. Pamięć o tym, co przeżył i zobaczył, odcisnęła się na wszystkich prawie jego pismach, na niektórych obrazach, znajdziemy ją w dzienniku, manifestowała się w jego konwersacji. Także w rosnącej sympatii starego malarza do ekspresjonizmu, w ciągłym rozpatrywaniu pytania “czy cierpienie można namalować”…

Możemy to jednak rozwinąć i zobaczyć w nieco innej optyce. Gdy w r.1988 brytyjski krytyk Al Alvarez napisał w New York Review of Books w bardzo zresztą pozytywnej recenzji z “Collected Poems” Czesława Miłosza, że autor tych wierszy był “świadkiem XX wieku”, rozgniewany poeta napisał list do redakcji, protestujący przeciwko temu określeniu. Miłosz widział siebie jako poetę tout court, dla którego historia, straszna historia, była jedną z przeszkód na jego drodze, lecz nie jedyną,  i nie jedynym tematem, nie sensem jego poetyckiej pielgrzymki. I miał niewątpliwie rację, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, jak ryzykowną rzeczą był sam akt takiego protestu ze strony autora recenzowanej książki – wiedział, że łamie niepisaną zasadę, robi coś czego się nie robi, nigdy. Nie wiemy, nie możemy wiedzieć, jak w analogicznej sytuacji zachowałby się Czapski. Jako człowiek dużo łagodniejszy milczałby zapewne – ale i u niego, w skomplikowanej tkaninie jego pracy, jego dzieła, jego refleksji, spotykamy przecież podobną konstelację, podobne napięcia. I on był świadkiem XX wieku, i on również w swej twórczości umiał wyjść daleko poza czynności “świadka”. Jego płótna otwierają się na piękno i grozę świata, wielkiego świata, widzianego o brzasku, zanim wzniesiono baraki obozów koncentracyjnych, a jego pisarstwo wyrasta z namysłu nad każdym życiem, nie tylko życiem okaleczonym.
Kontynuując przeglądanie tej strony, akceptujesz pliki cookies. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w naszej Polityce prywatności
Akceptuję