Obiekt dostępny dla niepełnosprawnych ruchowo Dostępny dla niepełnosprawnych wzrokowo Przewijak Kawiarnia fullscreen-icon fullscreen-close-icon Dostępny dla niepełnosprawnych słuchowo eye facebook facebookflickr flickr googleplus googleplusinstagraminstagram pinterest pinterest searchsearchtwitter twitterwifi Zakaz fotografowania youtube youtube wheelchair Listgridheart kir Alert Alert Alert Calendar Calendar Calendar Obracanie
Józef Czapski - prozaik

Józef Czapski - prozaik

Powiększenie tekstu PRINT

Józef Czapski - prozaik


Wydaje się, że właśnie to, co łączy Czapskiego i Miłosza jest najcenniejsze w nowszej polskiej tradycji: fakt, że wypadki historyczne, przeżyte, zarajestrowane, są w niej silnie i centralnie obecne, ale nie wyznaczają jej horyzontu. Jej horyzont jest większy, jej sednem jest bowiem wielkie zdziwienie rzeczywistością, upodobanie w rzeczach zwykłych i niezwykłych, pytanie o sens całości - czyli znowu coś najbardziej klasycznego, antyhistorycznego, chciałoby się powiedzieć. To fascynacja codziennością i niecodziennością, twarzą kobiety w wagonie metra, wnętrzem paryskiego teatru, obłokiem, który na moment zatrzymał się nad autostradą, tak jakby się jej przyglądał. Historia jest tu natrętem, przychodzi – niekiedy – jak nieproszony gość, ale, skoro już przyszła, trzeba jej poświęcić uwagę. Nie na każdej stronicy musi się tam pojawić postać za złego snu historii (“spuszczonej z łańcucha”), z tego snu, tego koszmaru, z którego – wcześniej - chciał się obudzić James Joyce. O dziwo, te dwie różne optyki, pierwsza, czysto historyczna i druga, kontemplacyjna, wcale nie muszą się wykluczać, eliminować.

U Czapskiego napięcie między tymi dwiema perspektywami jest może nawet silniejsze niż u Miłosza. Pamiętamy, że jako artysta i jako teoretyk malarstwa, sprzeciwiał się gwałtownie tradycji Matejkowskiej, głównej linii polskiej sztuki, w której dominuje temat, historia (pamiętamy, jak zareagował na pokazywanę także w Paryżu wystawę “Romantyczność”,  której kuratorami był Marek Rostworowski i Jacek Waltoś). Temat  jest ważniejszy od formy. Odrzucał  tradycję, gdzie portretowanie historii narodowej uznane zostało za najwyższy cel artystyczny. Józefowi Czapskiemu bliższy był punkt widzenia sztuki zachodnio-europejskiej, zwłaszcza nowszej, zbuntowanej przeciwko historyzmowi. Tu martwa natura znaczy więcej niż bitwa pod Grunwaldem, dzbanek może być dużo ciekawszy od miecza i zbroi.

Lecz Czapski-pisarz nie może odejść od świadomości historycznej, nie może uwolnić się od własnych przeżyć, nie może pisać o dzbanku! Podobny w tym do Miłosza stał się, mimo woli, świadkiem historii, potwornego jej epizodu, ale nie chciał żeby się cała jego twórczość, zwłaszcza artystyczna, malarska, rozpuściła w historyczności.

Wiemy, że Czapski-pisarz debiutował grubo przed wojną, nie było tak, że przez jakiś czas był “tylko” malarzem i że dopiero w późnym wieku debiutował jako autor artykułów i książek. Nie, najwyraźniej – Józio powiedziałby: “najprościej” – jego pasja myślenia, widzenia, czytania, malowania, i także silna potrzeba ekspresji, były tak przemożne, tak oczywiste, że musiały się wcześnie objawić.  Już we wczesnej młodości był pełnym entuzjazmu filozofem i teologiem, próbował zrozumieć, jak żyć dobrze, prawdziwie, twórczo, przyzwoicie, zachwycał się doktryną Tołstoja, przejął się lekcją, jakiej udzielił mu Mereżkowski, zachłysnął się wielką żarliwością Stanisława Brzozowskiego (na którego pisma, jak zawsze lubię sobie przypominać, natrafił przypadkowo w poczekalni krakowskiego dentysty), studiował malarzy “école de Paris”, w Londynie chłonął arcydzieło Prousta i odkrywał dla siebie Corota. Rozmawiał z Pankiewiczem. Zawsze prowadził „podwójne życie“, między malarstwem i myśleniem, między książkami i sztalugami.

 “Oko” - później też “Patrząc”- i “Czytając”;  już same tytuły pomagają zrozumieć temperament Czapskiego. Oto autor, któremu obcy był narcyzm, bo przecież “patrzył” na dzieła innych artystów i “czytał” książki nie swoje. W dzienniku oczywiście zajmuje się także swoimi stanami wewnętrznymi ale, znowu, wcale nie w duchu narcystycznym. Raczej jest tak, że pojmuje siebie jako instrument, patrzy na siebie jak na pracownika, na narzędzie. W naszej narcystycznej epoce Czapski jest przykładem innego nastawienia, bardziej obiektywnego. Nawet gdy maluje autoportrety wydaje się zaskoczony: to jestem ja? Nie mieszczę się w lustrze!

Mistyk? Arystokrata? Katolik? Te elementy są ważnym składnikiem pisarstwa Czapskiego. Gdyby jednak ktoś, zupełnie nie znający tej twórczości, rzucił okiem na te określenia, pomyślałby zapewe, oho, mamy tu do czynienia z pisarzem hieratycznym, konserwatywnym, może kimś z Opus Dei może. Tymczasem w prozie (ale i w malarstwie) Józefa Czapskiego dzieje się coś przedziwnego: tak, to ktoś kto szuka światła mistycznego, komu obca jest arogancka lekkomyślność religijna sporej części awangardy artystycznej, ale zarazem ktoś nowoczesny – jeśli to słowo jeszcze cokolwiek znaczy.

“Nowoczesny” w dziedzinie stylu, nawet w dziedzinie składni, struktury, klimatu. Czapski-pisarz to ktoś, jako autor, nadzwyczaj elastyczny, indywidualny, wolny. Uczeni badacze stylu posługują się nieraz kategoriami “hipotaksy” i “parataksy”. Otóż nie “hipotaksa”, tylko “parataksa” rządzi pisarstwem Czapskiego. Spróbuję to wyjaśnić: nie nagromadzenie zdań, połączonych relacją nadrzędności i podrzędności, hierarchii, zdań uszeregowanych jak oficerowie i żołnierze na placu przed koszarami, stojący na baczność, lecz równość, równorzędność, swobodna aglomeracja zdań, lingwistyczny liberalizm, nieomal anarchiczność. (Teoretycy mówią, że parataksa znamionowała rewolucję modernizmu w sztuce.) Kto wie, może tu właśnie kryje się jeden z sekretów niezwykłego uroku tej prozy, w tym niezwyczajnym połączeniu wertykalnego poszukiwania z demokratyczną ekspresją, mistycznej tęsknoty ze składniową égalité! Od pałacu w Przyłukach do skromnego tapczanu w pokoju na pierwszym piętrze domu w Maisons-Laffitte – od dawna fascynuje mnie ta wędrówka, ta zmiana, ta deklasacja, która przyniosła tak piękne rezutltaty. Daje ona o sobie znać także w pisarstwie – proza Czapskiego jest ruchoma, luźna (świetnie o tym pisał Wojciech Karpiński). Wiemy, że jeszcze i w podeszłym bardzo wieku jeździł on na motorowerze, na swej “mobylette”  - wolność, ruchliwość jego prozy może coś zawdzięcza swobodzie tego jeźdźca – nie stateczny mercedes wiozący zadowolonego z siebie VIP-a zostawia ślad na stronicach jego prozy tylko zwinna i lekka mobiletka.

Zarazem jednak należał Czapski do tych eseistów, jak Czesław Miłosz, jak Jerzy Stempowski, którzy szukają najkrótszej drogi do prawdy, opętani nowym pomysłem, zaintrygowani pytaniem czy problemem, niecierpliwi; piszą bardzo dobrze, gdyby ich jednak pochwalić za styl, za ekspresję czy elegancję, żachnęliby się, nie to jest ich głównym celem. Bo jest i inna szkoła, eseju ozdobnego, gdzie niekiedy przynajmniej poszukiwanie odpowiedzi musi ustąpić świetnej metaforze, dowcipnej uwadze, błyskotliwemu porównaniu (co zdarza się eseistom spod znaku tak czy inaczej rozumianej dekonstrukcji.).

Pod tym względem Czapski nie był “nowoczesny”. Uparcie szukał prawdy.
Kontynuując przeglądanie tej strony, akceptujesz pliki cookies. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w naszej Polityce prywatności
Akceptuję