Obiekt dostępny dla niepełnosprawnych ruchowo Dostępny dla niepełnosprawnych wzrokowo Przewijak Kawiarnia fullscreen-icon fullscreen-close-icon Dostępny dla niepełnosprawnych słuchowo eye facebook facebookflickr flickr googleplus googleplusinstagraminstagram pinterest pinterest searchsearchtwitter twitterwifi Zakaz fotografowania youtube youtube wheelchair Listgridheart kir Alert Alert Alert Calendar Calendar Calendar Obracanie
Józef Czapski - świadek wieku

Józef Czapski - świadek wieku

Józef Czapski ze szkicownikiem nad brzegiem rzeki Orinoko, 1955 r.
Powiększenie tekstu PRINT

Józef Czapski - świadek wieku

Krystyna Zachwatowicz-Wajda:

Kiedy po śmierci Józefa Czapskiego, za zgodą Dyrekcji Muzeum Narodowego sprowadziliśmy do Krakowa wszystkie sprzęty z Jego pokoiku w Maisons-Lafitte – nie marzyłam nawet, że po tymczasowej rekonstrukcji tego pokoju na wystawie WNĘTRZE w roku 1996 – w setną rocznicę Jego urodzin – otworzy się możliwość stworzenia Pawilonu poświęconego Jego życiu i twórczości, gdzie ten pokój znajdzie swoje stałe miejsce.

Trudno mi odpowiedzieć na często zadawane pytanie – dlaczego spowodowałam po Jego odejściu zabranie przedmiotów z Jego pokoju w Maisons-Lafitte. Myślę, że pierwszym impulsem był mój niezmierny podziw i uwielbienie dla Józefa Czapskiego, którego miałam szczęście poznać i – myślę, że być przez Niego przyjętą do grona przyjaciół. I żal, że ten pokój – gdzie tyle razy mieliśmy z Andrzejem szczęście rozmawiać z Nim o wszystkich naszych polskich problemach, o malarstwie, oglądać Jego obrazy – zniknie na zawsze, zostaną tylko ściany. Było przecież rzeczą naturalną, że te ubogie przedmioty bez żadnej wartości – wysiedziane fotele, stare sztalugi, niepewne stoliki, niekompletne roczniki "Tygodnika Powszechnego" – nie będą przechowywane.

Józef Czapski i Krystyna Zachatowicz-Wajda. Fot. Andrzej Wajda


Oczywistością było, że zostaną rzeczy naprawdę cenne: Jego dzienniki, książki, dokumenty. I tak by się stało, gdyby nie mój sentymentalny upór, że chcę ten pokój zrekonstruować. W Krakowie. W mieście ważnym dla Józefa, gdzie przeżył tak istotne dla Niego chwile – odkrycie pisarstwa Brzozowskiego, które, jak pisze – było dla Niego jak piorun – uświadomiło Mu, że jest Polakiem i oddzieliło Go na zawsze od Jego arystokratycznego pochodzenia. Studia malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych, gdzie rozpoczęło się dla Niego życie malarza – Jego powołanie i treść Jego życia.

Na pewno ważnym impulsem był list od Józefa po wystawie Jego malarstwa w Warszawie, w roku 1986 w Muzeum Archidiecezjalnym:
Ale losy poszły zupełnie inaczej i dopiero w późnej starości przeżyłem un jour d’extase, to znaczy wiadomość, że moje obrazy były wystawione w Polsce i że były przyjęte ze wzruszeniem, i nawet ze łzami niektórych najbliższych. I nagle odczułem, że choć część moich obrazów trafiła do Polski i że właściwie o to całe życie mi chodziło.
Ta wystawa w Polsce to był naprawdę mój dzień uniesienia…

Bardzo chcieliśmy, żeby na tę wystawę przyjechał do Polski – ale niestety okazało się to niemożliwe. Jego obrazy znajdują się w Polsce, rozproszone – w Muzeach Narodowych: w Krakowie, Poznaniu, Warszawie – wystawiane w działach sztuki polskiej, w prywatnych kolekcjach. Ale największa kolekcja znajduje się w Szwajcarii w posiadaniu Barbary i Richarda Aeschlimannów, którzy dziesięć płócien ze swojego wspaniałego zbioru przekazali krakowskiemu Muzeum Narodowemu – dla Pawilonu – jako depozyt. Cała świetna kolekcja Rodziny Popiel de Boisgelin dzięki decyzji Michała Popiela została także depozytowo przekazana dla Pawilonu Józefa Czapskiego. Dzięki tym wspaniałomyślnym gestom możemy na wystawie pokazać Jego obrazy i spełnić, choć częściowo, jego marzenie. A zrekonstruowany pokój – dzięki życzliwości dyrektora Instytutu Literackiego w Paryżu Wojciecha Sikory – jest wyposażony w autentyczne okna, drzwi i półki na książki i pozwala nam wejrzeć w intymną przestrzeń życia Józefa Czapskiego.

W tym pokoju żył – malował, pisał i przyjmował przyjaciół na długie i zawsze niezwykle ważne dla nich rozmowy. Był człowiekiem wielkiego serca, dobroci, z wielkim poczuciem humoru, ale także żelaznych zasad. Nie tolerował ksenofobii, antysemityzmu, nacjonalizmu. Wyśmiewał wszelkie snobizmy. Może teraz mogłabym napisać do Niego taki list:

Józiu najmilszy, czy jesteś z nas zadowolony, wiesz przecież, jak byłeś i jak jesteś stale obecny w naszym życiu – jako niedościgły wzór postępowania w każdej najtrudniejszej sytuacji. W ponurych czasach komuny, każda Twoja książka, która mogliśmy przeczytać, każde spotkanie z Tobą było jak światło w ciemności. Twoja pogoda, spokojne, mądre sądy o naszych problemach w PRL, niezłomność Twoich poglądów, świadomość, że możemy Cię zobaczyć, dodawały nam sił. Twoje odejście, choć przecież spodziewane – było dla nas ciosem. Wiem, że podjęłam się rzeczy niewykonalnej – przekazania Twojej obecności tym, którzy zechcą przyjść do Twojego Pawilonu w Krakowie, ale wiedziałam, że ktoś to musi starać się zrobić, że musisz do nas wrócić...

Kontynuując przeglądanie tej strony, akceptujesz pliki cookies. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w naszej Polityce prywatności
Akceptuję