Obiekt dostępny dla niepełnosprawnych ruchowo Dostępny dla niepełnosprawnych wzrokowo Przewijak Kawiarnia fullscreen-icon fullscreen-close-icon Dostępny dla niepełnosprawnych słuchowo eye facebook facebookflickr flickr googleplus googleplusinstagraminstagram pinterest pinterest searchsearchtwitter twitterwifi Zakaz fotografowania youtube youtube wheelchair Listgridheart kir Alert Alert Alert Calendar Calendar Calendar Obracanie
Ślady

Ślady

Powiększenie tekstu PRINT

Ślady


Jak sam autor odnosił się do swojego diariusza i czym było dla niego codzienne zapisywanie? Trudno wręcz policzyć liczbę określeń użytych na to przez samego Czapskiego. Przeglądając poszczególne kajety tylko z lat 1975–1989, znaleźć można blisko 80 określeń, czym dla niego było notowanie. Swój „dzienny obowiązek” tłumaczył Czapski jako „głód pisania” w rozumieniu: „piszę, więc jestem”, „świadectwo, że jeszcze jestem, że jeszcze coś myślę i czuję” (Dziennik, 1984). Pisanie stanowiło niezbędny element dnia – „przez mój dziennik, moje porządkowanie” i „godziny myśli przelewane na papier” – jako uchwycenie słowem momentów, chwil „bardzo ważnych czy błahych, które człowiek w dniu przeżywa!” (Dziennik, 15 I 1981), aby czuć „ten związek namacalny między myślą a słowem” (14 I 1977). Przykładem kolejnej mnogości określeń na temat prowadzonych codziennych zapisków jest także zachowana słowie pisanym odnosił on zawsze swój dziennik do psychologii i stanu swego ducha. W dialogu ze sobą samym, pisanym najczęściej w pierwszej, a także w drugiej osobie, używał określeń – „mój dziennik to ja”, „analiza siebie”, „pociecha moja – dziennik”, „pasja badania siebie codziennie”, „wytchnienie od wielkich spraw służbowych, spraw i odpowiedzialności”. Dziennik traktował także jako terapię duchową i terapię fizyczną: „mój dziennik – deska ratunku”, „rachunek sumienia” czy „forma monotonna rachunku sumienia”, „spowiedź generalna”, albo „«postękać» w dzienniku, pożalić się przed samym sobą” (maj 1943).

Czapski umiał także zachować dystans poprzez żartobliwą refleksję wobec swej diarystyki. Uważał ją za „niechlujny worek notatek nieistniejących”, czasem z pewną swoistą dozą humoru konstatował,
że „sens tego pisania, ten sam, co gadanie pastucha do swoich baranów.
Moje barany to moje dzienniki” (Dziennik, 6 VII 1981).

W codziennym pisaniu szukał prawdy o sobie, swoich przeżyciach, przeżyciach innych i próbach utożsamiania się z nimi, o ludzkiej kondycji, akceptacji nieuchronnego przemijania, szukał antidotum na samotność. Poszukiwał odpowiedzi na wielość sprzeczności istniejących w człowieku, stąd fascynacja Wasilijem Rozanowem i Emilem Cioranem, u których przez lata nie znalazł rozwiązania swojego
podstawowego problemu: „że nie istnieję w samotności, a w tłumie strzępię się, aż do bezpłodnego wyczerpania”. Właśnie ową przestrzeń między „godzinami myśli” w samotności a przebywaniem
w otaczającym go tłumie, wypełniały Czapskiemu – dziennik i malarski proces twórczy.

Na kartach dzienników zastanawiał się, jak zapisać szybko przemijający błysk widzenia i błysk myśli – w samotności i po spotkaniach z ludźmi, jakich słów czy kresek piórka użyć, aby odpowiadało to w pełni prawdzie wewnętrznego odczucia, bo tylko prawda obu tych środków wyrazu współgrając ze sobą, miała dla niego znaczenie. Nie ma tam fikcji, jest prawda subiektywna, autentyczna, funkcjonująca
jako świadectwo, a przy tym świadomość jednoznacznego nienadążania znaku (słowa) za myślą, wręcz ubogości słów, które nie są w stanie oddać prawdziwości stanu ducha.

Antidotum na ubogość słów i znaczeń rozumianej jako „defekt” owej condition humaine szukał Czapski poprzez miłość do czytania i pragnienie poznania wielkich twórców literatury światowej, w tym rosyjskiej i francuskiej. Wielcy pisarze kształtowali jego osobowość, jego widzenie świata, stosunek do ludzi, mieli mu także pomóc swoimi słowami wyrazić to, co według niego było niewyrażalne.

Wyliczał jednym tchem przytoczonych na wstępie autorów diarystyki, a także Ojców Pustyni, filozofów, poetów i pisarzy, jak: Blaise Pascal, Søren Kirkegaard, Angelus Silesius, Hugo von Hofmannstahl, św. Jan Kasjan, św. Teresa z Avila, św. Jan od Krzyża, św. Tomasz a Kempis, Jean de Menasce, Georges Bernanos, Simone Weil, Thomas Merton, Marcel Proust, Aleksiej Remizow. „Ubieram drogocennymi kamieniami cytatów moje dzienniki” – pisał Czapski 6 maja 1983 roku i przeplatał je „z cytatami Simone Weil, Norwida i stu innych” (Dziennik, 1981), które traktował jako „złote gwoździe” (marzec 1988). Włączając cytat w treść swej wypowiedzi, uznawał, że lepiej wyraża on jego myśli – jest bardziej celny i adekwatny do tego, czego sam w danej chwili doświadcza. Cytaty – jak sam określił, odnosząc się do swoich artykułów – nadawały barwę jego esejom i artykułom. Pisał, że myśli innych, powtarzane i przytaczane setki razy, były dla niego powrotem nieustannym do „źródeł wiecznych”.
Kontynuując przeglądanie tej strony, akceptujesz pliki cookies. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w naszej Polityce prywatności
Akceptuję